Nie. Jestem w domu.

 Nie możesz zamknąć światła w słoiku na potem. Złota godzina babiego lata ma trwać krótko. To wspomnienie ma oświetlać twoje myśli o mnie na bursztynowo.


Przeczytałam właśnie coś takiego:

- Are you in love?

- No. I'm at home.


- Jesteś zakochana?

- Nie. Jestem w domu.


Haha, śmieszne. Ale:


- Wyszłaś za mąż?

- Już wróciłam.


Nie bycie zakochanym, ale bycie w domu uderzyło we mnie na innym poziomie. Przez tyle lat (dziewięć) byłam zakochana, ale nie byłam w domu. Teraz jestem w domu, chociaż już nie zakochana. Bycie w domu ma zupełnie inną wartość. Bycie w domu to tożsamość. Mój mąż, świeć Panie nad naszą miłością, z jednej strony usiłował mnie zmienić, a z drugiej dziwił się ciągle, że już nie jestem sobą.


Że już się tak nie uśmiecham.

Że nie rysuję.

Że ciągle się czymś martwię.


Nie wiem, czego oczekiwał, opuszczając mnie emocjonalnie w obcym kraju i wydając na pastwę obyczajów i języka.


Teraz jest w domu. Odzyskałam swoje dwie ręce i dwie nogi. Swój rozum. Dobrze być w domu i wiedzieć, w jaką się mogiłę położę.


Komentarze

Popularne posty